Ryan Sullivan na początku roku wydał oświadczenie, w którym poinformował, że zdecydował się zakończyć karierę żużlowca. Cały czas posiadał jednak ważny kontrakt z Unibaxem Toruń. Australijczyk nie odszedł od żużla pracując jako korespondent Sky Sports oraz menadżer drużyny Peterborough Panthers. Saga związana z powrotem popularnego Saletry do toruńskiej ekipy trwała właściwie już od kilku miesięcy. Media raz po raz informowały o rozmowach zawodnika z przedstawicielami Unibaxu. Na drodze do konsensusu stawały zazwyczaj wygórowane wymagania fiansowe Sullivana. W obliczu długotrwałej kontuzji Chrisa Holdera i braku godnego zastępcy Mistrza Świata włodarze "Aniołów" zdecydowali się na złagodzenie swojego stanowiska. 38-letni Australijczyk uzgodnił wszystkie warunki z właścicielem oraz działaczami klubu i oficjalnie wznawia karierę.
- Tak naprawdę byłem w Australii i dowiedziałem się dopiero po trzech tygodniach o kontuzji Chrisa. To był fatalny upadek. Nie oczekiwałem jednak telefonu z Torunia. Kilka dni zastanawiałem się nad propozycją powrotu, ponieważ speedway był i jest wielką i ważną częścią mojego życia. Nie jeździłem dziesięć miesięcy i w tym czasie zajmowałem się innymi sprawami. W Toruniu jednak jest świetna drużyna, świetni kibice, znakomita atmosfera i poczułem, że mogę jeszcze coś zrobić w żużlu. Dlatego właśnie wróciłem - komentuje Ryan Sullivan.
Zadowolenia z takiego obrotu sprawy nie kryje menadżer Unibaxu - Sławomir Kryjom. - Jestem bardzo mile zaskoczony postawą Ryana na torze. Widać, że nie zapomniał, jak się jeździ i bardzo płynnie pokonywał łuki. Potrzebuje jednak trochę czasu, żeby złapać trochę luzu na motocyklu. Jestem jednak optymistą i wierzę, że będziemy mieli jeszcze wiele pociechy z Ryana - powiedział Kryjom.